Czwartek, 21 września 2017. Imieniny Darii, Mateusza, Wawrzyńca WM.pl GazetaOlsztyńska.pl DziennikElbląski.pl Familie.pl

Na scenie spełniają swoje marzenia

2017-05-18 14:43:08 (ost. akt: 2017-05-18 14:54:57)

Powoli przygotowują materiał na drugą płytę. Pracy mają niemało, ale to ich pasja. I dążą do tego, żeby być jak najlepszymi. O muzycznych inspiracjach i przyszłości rozmawiamy z zespołem Traffic Junky.

Traffic Junky

Traffic Junky

Autor zdjęcia: archiwum zespołu

— Darek, jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Może próbowałeś tylko grać na instrumencie bez śpiewania?

— Dariusz Krasowski: Ta przygoda rozpoczęła się dość drastycznie. W zasadzie to przymusem pójścia do szkoły muzycznej I stopnia w Mrągowie. Trafiła mi się klasa trąbki. Bardzo ciężko to znosiłem, jednak z biegiem lat okazało się, że mając świetnego nauczyciela (Andrzej Regiec, którego serdecznie pozdrawiam) przekonałem się do tego instrumentu. Szkołę muzyczną skończyłem i dziś jestem pewien, że gdyby nie upór rodziców, to nic by z tego nie było – za co bardzo im dziękuję. Zaszczepili mi pasję, przez co nie siedziałem na przystanku jedząc chipsy z kolegami, tylko ćwiczyłem. Później, jakimś dziwnym trafem trafiłem do mrągowskiego CKiT, w którym zacząłem grać na perkusji, a także poznałem Pawła. Graliśmy tak trochę, ale o śpiewaniu jeszcze wtedy nie było mowy.

— Jak przyjęła się wasza nowa płyta? Zakładam, że jesteście z niej dumni?

— DK: Płyta przyjęła się świetnie. Nawet gdyby tak się nie stało, ja byłbym dumny z tego co zrobiliśmy. Poświęciliśmy mnóstwo czasu analizując pojedyncze dźwięki, jej ostateczny kształt. Wszystko po to żeby za kilkadziesiąt lat jak będę się już bujał w swoim bujanym fotelu na starość, zerknąć na półkę z płytami i powiedzieć sobie – tak to był świetny czas i dobra robota.

— Dominik Piechowski: Płyta zbiera do tej pory same pozytywne recenzje na poczytnych portalach muzycznych. Najbardziej cenne są jednak opinie fanów - osób, które po koncercie kupiły płytę, przesłuchały ją w domu, a potem napisały do nas, że nie mogą wyjść z podziwu i nie wiedzieli, że w Polsce, w Olsztynie jest taka kapela, która gra w starym stylu, nie bacząc na modę i na to, co jest obecnie popularne.

— Paweł Rychta: Nasza „Desert Carnivale” przyjęła się bardzo dobrze. W Internecie możecie znaleźć wiele bardzo przychylnych opinii ludzi, którzy na co dzień zajmują się słuchaniem i recenzowaniem rockowej muzyki. Czytanie tych opinii to dla nas ogromna przyjemność. Jesteśmy z niej bardzo dumni.
Czy to, że teksty waszych piosenek są po angielsku oznacza, że celujecie w rynek światowy? Był w ogóle pomysł, żeby śpiewać po polsku?

— DK: Oczywiście, że próbowaliśmy tworzyć po polsku. Ostatecznie jednak uznaliśmy, że lepiej pasuje to ze sobą i lepiej wychodzi gdy śpiewam po angielsku. Tak też zostało. Możliwe, że na drugim krążku pojawi się jakaś piosenka w naszym ojczystym języku, ale będzie to raczej wyjątek.

— DP: Wynika to również z naszych inspiracji, ponieważ słuchaliśmy głównie angielskojęzycznej muzy, ale także z pewnej melodyjności jaką daje język angielski. Próbowaliśmy tworzyć po polsku, jednak to, co z tego wynikało nie brzmiało jak Traffic Junky…

— Gdybym spytał o wasze największe inspiracje muzyczne, to jakie zespoły lub artystów byście wymienili?

— PR: U mnie jest to zdecydowanie vintage’owy rock: Deep Purple, Rainbow, Rush, Black Sabbath, Camel, Led Zeppelin oraz cięższe brzmienia: Running Wild, Iron Maiden, Judas Priest, no i nie mogę nie wspomnieć o takich sławach jak Gary Moore, Joe Bonamassa czy Eric Johnson.

— DP: Moglibyśmy wymieniać godzinami. Świetnych kapel, które stworzyły podwaliny rockowej muzyki jest wiele, ale ja osobiście najbardziej cenię Led Zeppelin, Black Sabbath i Deep Purple. Bardzo też lubię grunge i lata 90.: Alice in Chains, Stone Temple Pilots czy Soundgarden.

— Pamiętacie wasz pierwszy koncert? Dużo się od tego czasu zmieniło?

— DK: Zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim warsztat. Pojedyncze wejście na scenę uczy nas za każdym razem czegoś nowego. Tych wejść na nią mieliśmy jak na młody zespół bardzo dużo, bo ponad setkę, a to pozwala nam rozwijać się w bardzo szybki sposób. Tam też podpatrujemy lepszych od nas. Trzeba powiedzieć tutaj również o bardzo dużej ilości godzin spędzonych w sali prób tylko i wyłącznie po to, żeby doskonalić to, co robimy. Wystarczy posłuchać naszego pierwszego demo, które wydaliśmy na początku naszej twórczej podróży, a potem porównać do tego, jak brzmi Desert Carnivale.

— DP: Pamiętam go dokładnie. Od tego czasu w naszym obozie zmieniło się naprawdę wiele, chociażby sprzęt na którym gramy czy nasze podejście do tworzenia muzyki. Poznaliśmy się przez ten czas lepiej, a jako zespół wiemy czego chcemy i dokąd zmierzamy.

— PR: To był rok 2013. Koncert w olsztyńskiej Revolver Rock Cafe, pamiętam to jak by to było wczoraj. Grałem wtedy podwójny koncert, bo swego czasu pogrywałem w również w olsztyńskiej Hiroshimie. Od tego czasu dojrzeliśmy muzycznie i zgraliśmy się dużo lepiej, zarówno w zespole, jak i poza nim.

— Ostatnio usłyszałem od jednego z pasjonatów waszej muzyki, że jesteście zespołem, w którym jest 4 frontmanów. Czujecie się tak?

— DK: Unikam bardzo mocno sformowania frontman. Przyjęło się że to wokalista powinien pełnić tę rolę. Nic bardziej mylnego. Dzięki temu, że jesteśmy w stanie rozłożyć energię na scenie na 4 niezależne osoby mamy skład, który jest prącym do przodu kolektywem i niemożliwe jest żeby którykolwiek z nas był jednoosobową gwiazdą w zespole.

— PR: Myślę, że w naszej kapeli każdy ma swój "ćwierćudział". Każdy ma swoje miejsce i każdy daje z siebie 100% na koncercie. Być może to zaangażowanie sprawie takie wrażenie, że jest nas 4 frontmanów.

— DP: Takie stwierdzenie jest chyba nieco przesadzone. Tak, jak Darek, bardziej określiłbym nas jako kolektyw złożony z 4 indywidualności. Każdy z nas jest inny, ale na swój sposób się uzupełniamy, a o to chodzi w dobrym zespole. Miło jednak słyszeć, że ktoś postrzega nas w ten sposób, o którym mówisz.

Jak wam się gra w Mrągowie? To w końcu takie trochę „rodzinne” miasto waszego zespołu.

— PR: Świetnie, czujemy się tutaj jak w domu. W końcu mamy gdzie grać. Wielka piątka dla Łukasza, właściciela Pubu Ceglana, który zawsze przyjmuje nas niezwykle gościnnie!

— DP: W Mrągowie zawsze panuje wyjątkowa atmosfera i chętnie tu wracamy. Śmiało mogę powiedzieć, że czujemy się tu jak w domu i jestem pewien, że to nie jest nasz ostatni koncert tutaj. Tutaj gra się naprawdę dobrze!

— DK: Mrągowo pięknieje. Wracamy do naszego miasta z ogromną przyjemnością i z uśmiechem na twarzy. Piękni uśmiechnięci ludzie, otwarci, słuchający dokładnie każdego dźwięku. Łukasz z Ceglanej robi bardzo dobrą robotę. Gdy mieszkaliśmy jeszcze z Pawłem w Mrągowie nie było takich miejsc do których moglibyśmy wpaść i posłuchać dobrej muzyki z naszego regionu – a jest jej bardzo dużo.

— Graliście sporo koncertów. W tym przed znanymi kapelami. Czy spełniło się jakieś wasze marzenie żeby zagrać przed konkretnym zespołem, który szanujecie?

— DK: Dla mnie największą petardą było spotkanie z Acid Drinkers – to oni jako pierwsi pozwolili nam stanąć obok siebie na jednej scenie. Zagraliśmy z nimi trasę. Potem spotkaliśmy się znowu. Dalej działo się już coraz lepiej. Doszły zespoły ze świata, z którymi mogliśmy porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, a przede wszystkim uścisnąć dłoń muzykom, na których się wzorujemy. To są marzenia z początków grania na instrumentach i w zespole. Jako fan tych zespołów w przeszłości nigdy nie pomyślałbym, że będę mógł być tak blisko i naturalnie rozmawiać z ich członkami.

— DP: W pamięci najbardziej zapadł mi koncert przed Nazareth. Legendarna kapela, niesamowici muzycy, świetny koncert oraz wiele miłych słów usłyszanych od fanów starego dobrego rocka. Świetnie wspominam też występ przed Scorpion Child i długą rozmowę w garderobie przed i po koncercie z ich gitarzystą Chrisem Cowartem. Dał nam wtedy solidną dawkę inspiracji – mega pozytywny człowiek. Kto nie zna tej kapeli – gorąco zachęcam. Chłopaki dają radę!

— PR: Don Airey z Deep Purple. To było wspaniałę doświadczenie. Można było poczuć magiczną koneksję z publicznością, która przyszła posłuchać pana Airey'a. Czułem się jakbym grał dla swoich ludzi.

— Czy Traffic Junky gra rocka? Czy może bardziej gra po prostu muzykę Traffic Junky?

— PR: Mimo 4 lat grania, nie jestem w stanie powiedzieć jakiego rocka gramy. Hard? Heavy? Stoner? Doom? Pewnie miks tego wszystkiego.

— DP: Od początku istnienia Traffic Junky byliśmy wszyscy zgodni, że nie będziemy się zastanawiać, czy uderzamy do danego gatunku muzyki i tak na dobrą sprawę nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nie było dyskusji pt. "Ok, to jaką muzę gramy?". Jakbyśmy tego nie nazwali, to jest to mieszanka każdego z nas, naszych inspiracji, pomysłów – to jesteśmy po prostu my.

— Co macie teraz w planach? Może coś długoterminowego?

— DK: Chcielibyśmy w najbliższym czasie skupić się na zagraniu kilku koncertów poza granicami naszego kraju – tego jeszcze nie zrobiliśmy i mogę śmiało zdradzić, ze to zrobimy.

— DP: Obecnie, poza koncertowaniem, pracujemy nad nowym materiałem, który będzie troszkę... a zresztą sami zobaczycie…

— PR: Na pewno chcemy nagrać drugą płytę. Powoli tworzymy materiał. Póki co mamy kilka spraw do załatwienia wewnątrz kapeli. W niedalekiej przyszłości z kolei planujemy wyruszyć w trasę z dwiema świetnymi zespołami z Olsztyna. Zwiedzimy trochę Polski i pokażemy jak się gra na Warmii.

Z zespołem rozmawiał Paweł Jaszczanin

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB